Wiosna sprzyja zmianom – to wiadomo nie od dziś. Nie muszę Wam chyba uświadamiać faktu, że ta pora roku to jakby synonim czegoś nowego. Kiedy temperatura wzrasta, a ilość pochmurnych i deszczowych dni odchodzi w niepamięć, ludzie dostają pozytywnego kopa energii i są żądni zmian. Część zapisuje się na siłownię, inni odkopują rower ze swojego garażu i przywracają mu dawną świetność, a jeszcze kolejni rozpoczynają misję zwaną ogrodem. Przez wiele lat nie należałam do żadnej z tych grup. Dlaczego? Z lenistwa, braku pomysłu i chęci, a może z tego, że nie widziałam w tym sensu? Wyszukiwałam multum wymówek, które pozwoliłyby mi usprawiedliwić wiosenną bierność. Obecny rok jest rokiem zmian – to pierwsza wiosna, którą spędzam w moim ukochanym mieście i to tutaj zdecydowałam się wykorzystać wiosnę na maksa.

W ramach zajęć z WF-u (tak, tak – chodzę na WF), muszę przygotować dla siebie trening zdrowotny. Powinnam zawrzeć w nim dietę i aktywność ruchową. Początkowo podeszłam do tego, jak do typowego zadania – dostałam wytyczne, rozpiszę trening i po sprawie. Potem zrozumiałam, że to dobry moment, żeby w końcu nie przeleżeć całej wiosny na kanapie. Najbardziej obawiam się diety – parówki, burgery i frytki pójdą w odstawkę. Ale wiecie co? Jestem pewna, że dam radę! W końcu zmiany to pozytywny aspekt naszego życia – w większości przypadków to MY sami jesteśmy przecież „sterem, żeglarzem i okrętem”, a więc ruszajmy na podbój własnego organizmu. Wiadomo, w momentach słabości pochłonę pewnie szklankę coca-coli (lub dwie), ale to nie zmienia faktu, że moje życie nabierze nowego tempa. Może dołączycie do mnie? Będzie mi bardzo miło wkroczyć w tę przygodę razem z Wami! :)